Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]

„Dolores Claiborne” nie jest książką nową, ale Oczko Café to blog, który nie ogranicza się do informowania o aktualnościach, ale także odgrzebywania rodzynków z ubiegłych lat. Tak więc zapraszam do tej recenzji, a także – w razie chęci - do napisania w komentarzu swojego zdania o tej powieści. Recenzja w rozwinięciu.

Mówisz, że wszystko, co powiem, może zostać użyte przeciwko mnie w sądzie? No, no, to mi dopiero nowość! A Ty, Frank Proulx, przestań tak głupio szczerzyć zęby. Może inni uważają cię za cwanego glinę, ale ja pamiętam, jak jeszcze niedawno latałeś z mokrą pieluchą między nogami i tym samym durnym uśmiechem na pysku. Dobrze ci radzę, mój mały: kiedy masz do czynienia z taką wygadaną babą jak ja, lepiej powściągnij chichotki. Wiem, co tam sobie myślisz: wszystko masz wypisane na gębie, wszystko jest na wierzchu, zupełnie jak na reklamie bielizny w katalogu Searsa.

Dobra, koniec żartów, czas przejść do rzeczy. Zaraz opowiem wam nie lada historię…

Tak, tak, tytułowa Dolores Claiborne jest postacią nietuzinkową i sama w sobie jest „żyjącą” zaletą tej książki. Z jednej strony jest, co widać w przytoczonym fragmencie, kobietą wyjątkowo wyszczekaną, o ostrym poczuciu humoru, jednak z drugiej strony bije od niej imponujące doświadczenie i zrozumienia świata. To fascynujące, że przecież za tą postacią kryje się zupełnie inny człowiek (w dodatku mężczyzna!). Stephen King to według mnie pisarz genialny. Opisywane przez niego historię są wciągające, bardzo przyjemnie wyobraża się miejsca o których opowiada, ale dzieła Stephena Kinga to przede wszystkim postacie, postacie – i jeszcze raz – postacie! Jest to autor, który – niczym Wiktor Frankenstein – powołuje do życia istoty będące zlepkiem jego myśli z fragmentami ciał i cech charakteru napotykanych przez niego ludzi. Efekt jest piorunujący. Prawda jest taka, że King traci szacunek krytyków literackich tylko dlatego, że wykorzystuje motywy fantastyczne, a te – jak wiadomo – już nie cieszą się uznaniem „wysokiej sztuki”. Dobrze więc, że pisarz ten tworzy także powieści realistyczne, jak „Dolores Claiborne”, gdyż w ten sposób zamknął wiele jadaczek.

Książkę wcisnęła mi w dłonie siostra i rzuciła „przeczytaj to”. Ponieważ chciałem by ona także przeczytała coś dogadaliśmy się, że czytamy oboje swoje propozycje. Nie wiedziałem o tej powieści nic poza tym, że, gdy ona ją czytała to – na przemian – wybuchała śmiechem lub milkła z zafascynowaniem. Uznałem to za dobrą rekomendację.

„Dolores Claiborne”, to opowieść wygadanej kobiety, która nigdy nie miała łatwego życia, a co więcej, nigdy nie oczekiwała by takie było. Czytelnik poznaje Dolores w wieku 66 lat, gdy zasiada w pokoju z dwójką policjantów i panią stenotypistką. Umarła stara pani Donovan u której Dolores była gospodynią i oskarżenia padły właśnie na Dolores. Już 30 lat temu oskarżano ją, że podczas zaćmienia Słońca zabiła swojego męża Joe’go, ale została uniewinniona. Dolores deklaruje swoją niewinność w sprawie pracodawczyni, ale za to przyznaje się do zamordowania męża. Twierdzi jednak, że po wysłuchaniu całej opowieści policjanci przekonają się, że wszystko, co zrobiła, zrobiła z miłości.

Dolores mieszkała na wyspie Little Tall Island wraz ze swoim mężem i trójką dzieci. Joe, jej mąż, a zarazem lokalny pijaczyna zaczyna ją bić, jednak kobieta szybko i bardzo wyraźnie wybija mu to z głowy. Dolores nigdy nie bała się ciężkiej pracy. Wynajmowała się jako gospodyni w domu letniskowym nieznośnej bogaczki Very Donovan. Początkowo była to jedynie praca w sezonie letnim, jednak z czasem (szczególnie po śmierci męża) Vera pokochała tą wyspę i zamieszkała tam na stałe. Pracującej nawet po czternaście godzin dziennie Dolores umknęło kilka niepokojących procesów, jakie zaszły w ich domu. I to procesy dużo gorsze niż picie jej męża.

Jakoś nie byłem dotąd zbyt dużym zwolennikiem używania imion i nazwisk jako tytułu powieści (uważałem to za pójście na łatwiznę), ale w przypadku tej powieści zmieniłem podejście o 180 stopni. Nie wyobrażam sobie lepszego tytułu dla tej historii i już w trakcie czytania zaczynał mi się podobać. Jednak dopiero, gdy odłożyłem książkę i pomyślałem o całej opowieści dotarło do mnie jak silne znaczenie nabyło „Dolores Claiborne”, a szczególnie nazwisko. Fajny zabieg, bierzesz obojętnie jakie imię i nazwisko, a potem nadajesz je jakiejś nietypowej postaci, której postawa lub sytuacja tworzy symboliczne znaczenie, bardziej uniwersalne niż jej życie. Podobnie było, co do filmu „Jerry Maguire”.

Ciekawa jest również forma gdyż powieść jest pozbawiona narratora. Wszystko (poza drobnym wyjątkiem, o którym za chwilę) jest jedynie zapisem zeznań głównej bohaterki, a otoczenie i słowa innych bohaterów pozostają nieznane, gdy nie są częścią opowieści starej Dolores (wiadomo dlaczego King uczynił ją taką gadułą). Początkowo czyta się to dziwnie, jednak po kilku stronach niemal całkowicie zapominamy, że „czegoś brakuje”. Wyjątkiem jest zakończenie, które jest w formie wycinków prasowych. To z nich dowiadujemy się jaki los czeka Dolores po obciążających zeznaniach. Przyznam, że to bardzo ciekawy zabieg.

Uwielbiam historię, które dzieją się w jakiejś niewielkiej społeczności, a najlepiej i na niewielkim terenie. Uważam, że to bardzo budujące dla klimatu powieści jeżeli można szczegółowo opisać miejsca, gdzie toczy się akcja. W przypadku tej książki można wyobrazić sobie okolice dużo lepiej niż w większości innych, jednak muszę przyznać, że czułem niedosyt. Czytając chciałem poznać wyspę jeszcze lepiej. Przechadzać się po jej zakamarkach, poznać domostwa, sklepy, port itp. Sam nie wiem czy ten niedosyt jest pozytywny czy raczej jest niewykorzystaniem potencjału pomysłu.

„Dolores Claiborne”, to książka po którą szkoda nie sięgnąć. To doskonały wybór zarówno dla ludzi, którzy lubią klimaty Stephena Kinga, jak i dla tych, którzy za jego twórczością nie przesadzają (książka wyraźnie odstaje od innych tytułów). Jeżeli cenisz talent Kinga, ale nie lubisz książek z wątkami fantastycznymi opowieść Dolores jest dla Ciebie. Powieść ta jest krótka i pochłania się ją „na raz”. King popisał się dużą znajomością ludzkiej psychologii, a także rzucił kilka myśli związanych z mordowaniem, które na pewno niektórym mogą wydać się kontrowersyjne. Mi do dzisiaj (chociaż minęło już kilka tygodni od jej przeczytania) zdarza się spacerować w głowie po tej wyspie… w pobliżu studni…

czwartek, 29 października 2009, rownowago
Tagi: Stephen King

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: synrix, *.range81-157.btcentralplus.com
2010/10/31 22:22:58
Czy to nie w Dolores glowna bohaterka odczuwa czyjas obecnosc a ta osoba jest postac z innej noweli Kinga i na odwrot? nie pamietam dobrze ale wydaje mi sie ze to bohaterka z Gry Geralda...
-
Gość: ssss, *.dynamic.chello.pl
2012/06/10 01:07:00
Nie nie ma narratora, tylko jest narracja pamiętnikarska / personalna
-
mietekp2
2012/10/22 19:44:35
Bardzo dobra, ciekawie zbudowana (czytane wszystko z punktu narreacji tytułowej Dolores). Bardzo polecam, dla wciąż niezdecydowanych, jeszcze jedna
recenzja książki Dolores Claiborne autorstwa Stephena Kinga