Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki

Jedyna różnica między port-royal a islandzką muzyką eksperymentalną jest fakt, że nie pochodzą oni z Islandii. Ich, wydany w 2009 roku, album "Dying In Time" jest niezwykłą muzyczną podróżą, której trasę wyznaczają syntezatory, klawisze oraz niezwykłe, rozbrzmiewające jakby "w tle", wokale. Jedenaście utworów prowadzi nas poprzez krainę, w której obrazy przeszłości mieszają się z fikcyjnymi wyobrażeniami chwil, które mogą się wydarzyć, a chłód i zwątpienie toczą zaciekły bój z wiarą w człowieczeństwo. "Dying In Time" to pokaz umiejętności magików elektroniki na zbyt długo odciętych od widoku słońca. Z pomocą przybył im niewielki, ale intrygujący kolektyw wokalistów.

Ważniejsze od określenia gatunków jest dla mnie wyodrębnienie dwóch typów muzyki: tej, która przykuwa naszą uwagę, nie dając nam innego wyboru niż wsłuchiwać się w każdy kolejny dźwięk, a także tą, która sprowadza nasze myśli na inne tory, wprowadza w trans i staje się ścieżką dźwiękową naszego życia i myśli. "Dying In Time" należy do tego drugiego rodzaju.

W informacjach o port-royal (pisownia z małych liter i z myślnikiem łączącym zgodna z życzeniem muzyków) natykamy się na informację iż jest to muzyka, która powinna spodobać się fanom m.in. takich projektów jak múm, Sigur Rós czy Air. To ciekawe, bo pomimo sporych różnic w stylach tych trzech projektów, muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem. "Dying In Time" próbuje się określać słowami "shoegaze", "elektronika" czy "ambient". Natrafiłem także na "trance" i "synth pop".

Jak widać trudno ten krążek wrzucić do konkretnej szufladki. Jest to muzyka o ponurej, zimnej atmosferze, ale chwilami poprzez czarne chmury wiszące nad "Dying In Time" przedzierają się promienie słońca. Bez wątpienia klimat jest "zimowy" (nie tylko w sensie wpasowania w klimat pory roku, a także w sensie "zimy emocjonalnej"), ale po każdej zimie przychodzi wiosna. Dlatego nigdy nie określiłbym tego albumu pesymistycznym czy odbierającym wiarę. Wręcz przeciwnie - album napełnia niezwykłą siłą, która nie wynika z udawania, że "jest dobrze", a ze zderzenia się z demonami życia.

Kiedy pisałem na początku o podróży muzycznej nie była to jedynie chęć stworzenia chwytliwego wstępu. Cały album to spacer, który zaczyna się w okolicy spokojnej i ponurej, a zmierza ku coraz żywszym i jaśniejszym miejscom. Ciekawe jest to, że kiedy myślę o tym albumie, gdy go nie słucham to przychodzi mi do głowy spokojna, nienarzucająca się elektronika. Czuje się więc nieswojo, kiedy wrzucam krążek do odtwarzacza i mniej-więcej w połowie płyty, z głośników zaczynają płynąć szybkie, transowe, a chwilami wręcz taneczne dźwięki. Ta żywiołowość osiąga swoją kulminacje w - moim zdaniem najpiękniejszym utworze albumu - "Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope)". Rytm i wspaniały wokal Japonki występującej jako Linda Bjalla tworzą w tym utworze niezwykły klimat, "oczyszczając" słuchającego z ponurego nastroju i wprowadzając w stan podekscytowania, które świetnie wizualizuje nakręcony teledysk.

port-royal - balding generation (losing hair as we lose hope)

Po rytmicznym środku następują trzy utwory "Hermitage" (część 1, 2 i 3) zamykające album. Jest to powrót do spokojniejszych dźwięków, jednak słuchane po tych "świetlistych" nie brzmią już tak ponuro. Pojawia się bowiem pewność, że słońce istnieje, a jedynie skryło się za czarnymi chmurami. Musi przecież w końcu się zza nich wychylić. W trzeciej części "Hermitage" usłyszymy nawet gitarę, dodającą do kompozycji bardziej "ludzki" element.

Linda Bjalla (solowa tożsamość muzyczna Izumi Suzuki) to jeden z wokali współtworzących "Dying In Time". Jej głos usłyszymy w piosenkach "Hva (Failed Revolutions)", "Exhausted Muse/Europe" i "Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope)". Wśród osób udzielających się wokalnie są także Polacy. W utworach "Hva (Failed Revolutions)", "Anna Ustinova" i "I Used To Be Sad" pojawia się Natalia Fiodorczuk znana z The Orchid, Happy Pills czy ostatnio Nathalie and the Loners. Utwór "The Photoshopped Prince" to współpraca Michała Wiraszko z Much i Natalii Grosiak, której wspaniały wokal wypełnia krążki Mikromusic i Digit All Love.

Muzycy, wymieniając, co inspiruje ich do tworzenia muzyki, podali kilka bardzo intrygujących elementów: historia XX wieku (szczególnie historia komunizmu w ZSRR i wschodniej Europie), folozofia, bycie zgubionym w nocy w dziwnym lesie północno-wschodniej części Czech, dziwne "cudy" kiedy wszystko wydaje się stracone, jeżdzenie nocą, tęsknota, środkowa i wschodnia Europa (a wśród wymienionych miast m.in. Bratysława, Ryga, St. Petersburg, Praga, Moskwa, Budapeszt, Kraków, Poznań). Trzeba przyznać, że muzyka ta nadaje się najlepiej właśnie do tego typu chwil - słuchania podczas refleksyjnych chwil, samotnych spacerów, jazdy samochodem, rowerem czy rozmów z ciekawymi znajomymi. Zdecydowanie nie jest to album rozrywkowy.

port-royal - the photoshopped prince

Za projektem port-royal stoją cztery osoby: Attilio Bruzzone (gitara, syntezator, programowanie, czasami wokale), Ettore Di Roberto (pianino, syntezator, programowanie, czasem wokale), Emilio Pozzolini (sampler, programowanie) i Sieva Diamantakos (wizualizacje, wideo). Ten pochodzący z Genui, największego włoskiego portu morskiego, kolektyw nadał sobie nazwę dość nietypową. Niestety, będzie trochę historii. Port Royal, to nieistniejące już miasto, które narobiło u wybrzeży Jamajki dużo zamieszania. W latach 1655-1692 było jej stolicą (zanim ustąpiło miastu Spanish Town, a te z kolei obecnej stolicy - Kingston). W XVII wieku Port Royal był jednym z głównych portów na Karaibach. Cieszyło się on złą sławą siedziby piratów. Był kryjówką dla wszelkich zbrodniarzy, paserów i złodziei. 7 czerwca 1692 miasto przestało być stolicą, a to dla tego, że przestało istnieć. Wybrzeże osunęło się do Morza Karaibskiego, pociągając ze sobą mieszkańców (ok. 7000 osób). Garstka tych, którzy przetrwali opisywali falę tsunami niebywałych rozmiarów, która zatopiła całe miasto. Dopiero w XIX wieku dotarto do podwodnego cmentarzyska. Nie sądzę by ktoś powiedział, że historia ta nie roi się od symboli, które mogą budzić skojarzenia, interpretacje i być dobrą nazwą dla projektu muzycznego.


Pojawiają się zdania, że projekt ten skupia się głównie na muzycznej części, nie przywiązując większej wagi do liryk. Muzyka być może jest priorytetem, ale nie można powiedzieć, że teksty zostały zaniedbane. Nie są to wprawdzie wybitnie skomplikowane, powalające na kolana liryki, (jakie można znaleźć np. na albumach zespołu Tool), ale bez wątpienia są ciekawe, klimatyczne, z przesłaniem - i co najważniejsze - pasują do muzyki.

Krążek został wydany przez Sound Improvement (odpowiedzialnego za wydanie w naszym kraju krążków takich wykonawców jak Franz Ferdinand, Skalpel, The Cinematic Orchestra, Mogwai, múm czy Sigur Rós) w postaci dwuskrzydełkowego digipacka o minimalistycznym, jasnym designie. Można go kupić m.in. w sieci księgarni zaczynających się na literę "E" w cenie 37,49 zł, co jest przyzwoitą kwotą. Warto kupować oryginalne krążki ambitnej muzyki.

fot. Anna Positano

Layout wydawnictwa stworzył Tim Ingham wykorzystując grafiki włoskiego artysty Andrea Galvani'ego. Wydawnictwo jest bardzo ładne, ale - muszę niestety nieco ponarzekać - nie posiada żadnej "wkładki" z dodatkowymi artworkami, tekstami czy zdjęciami. Przy muzyce, która tak silnie oddziałowuje na wyobraźnie aż szkoda, że nie zostało to wzmocnione takimi dodatkami. Ten brak można wybaczyć, gdy zobaczy się klip do "Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope)". Wyreżyserował go Sieva Diamantakos i jest to, jak mowią sami twórcy, rodzaj "wizualnego manifesto port-royal". Trzeba przyznać, że "manifesto" to jest zjawiskowe.

czwartek, 01 kwietnia 2010, rownowago
Tagi: port-royal

Polecane wpisy

  • Zamknięci na muzykę

    Muzyka jest pojęciem bardzo subiektywnym i indywidualnie odbieranym przez ludzi. Jednym daje solidną dawkę adrenaliny, innym koi nerwy, relaksuje. Znajdą się je

  • Grooveshark - niewyczerpane złoża muzyki

    Ostatnio wpadła mi w ręce świetna sprawa. Grooveshark to potęzny, ale niepozorny agregat muzyczny, na którym można znaleźć chyba wszystko. Posiada możliwość tw

  • Wizualne manifesto port-royal

    Ledwo opublikowałem swoje "ochy i achy" związane z muzyką projektu port-royal, a także jego wizualną stroną (klipami "balding generation (losing hair as we los

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: