Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
Recenzja książki "Metro 2033"

Każdy Polak zdaje sobie sprawę z istnienia sławnego moskiewskiego metra, chluby reżimu komunistycznego. Nie każdy jednak wie, że ta sieć podziemnych korytarzy została zbudowana przede wszystkim po to, aby pełnić funkcję gigantycznego schronu atomowego - największego na świecie. Dmitry Glukhovsky właśnie w tym miejscu zbudował własną, postapokaliptyczną rzeczywistość, tworząc swoją książkę niepowtarzalną i oryginalną pozycją. Ten sześciuset stronicowy "kloc" może sprawiać wrażenie nie do przejścia, chociaż w rzeczywistości łatwo przyswajalny język pozwala na przebrnięcie w o wiele szybszym tempie, a przede wszystkim – uzależnia. Więcej w rozwinięciu.

Bohaterem książki jest młody chłopak – Artem. Urodzony jeszcze na powierzchni, ze świata sprzed wojny pamięta niewiele poza twarzą matki, która oddawała go  w ręce przyszłego ojczyma. Artem wychowuje się w niebezpiecznych korytarzach Metra, gdzie na każdej stacji panuje inny system władzy, przekonań i funkcjonowania. Każde zachowanie podejmowane przez jednostkę jest determinowane prawami, którymi rządzą się poszczególne stacje metra. Tutaj liczy się przetrwanie, nieważne za jaką cenę. W końcu, zmuszony złożeniem obietnicy, chłopak wyrusza w podziemny świat znany tylko z opowieści ojczyma i strażników po to, aby wypełnić swoją misję, z góry skazaną na niepowodzenie. Czy może  jednak mu się powiedzie? O  tym zdecyduje już tylko  czytelnik.

Zanim chwyciłam za „Metro 2033” wydawało mi się, że nie będzie ona obfitować w jakieś szczególnie głębokie treści.  Interesowała mnie sama fabuła – oryginalna, przesłanie, opisanie lokacji znajdujących się w metrze i tych na powierzchni.  Sama tematyka, której treść dotyczy jest typowo estetyczna, raczej mało poruszająca kwestie ideologiczne, światopoglądowe i w najgłębszym słowa znaczeniu – filozoficzne. Kiedy stykamy się z twórczością apokaliptyczną, wizjonerską zawsze mamy do czynienia z niewytłumaczalnym zafascynowaniem wobec sposobu, w jaki funkcjonuje społeczeństwo i według jakich praw się kieruje. Z reguły nikt nie zagłębia się dalej i nie pyta „Dlaczego?”. Nie wychodzimy poza treść, nie doszukujemy się większego sensu, bo po prostu go nie ma.

Z "Metrem" jest inaczej. Nie jest to krańcowe arcydzieło, które powinno zagarnąć wszystkie literackie nagrody, ale ma w sobie coś przykuwającego. Może to antyutopijne poczucie wspólnoty. Czegoś, w czym ludzie nie potrafią naprawdę funkcjonować i wegetują w zwątpieniu, z dnia na dzień. W książce tak naprawdę nic nie kończy się dobrze. Nie ma tu optymizmu, ani gwarancji na bezpieczeństwo. Wszędzie panuje poczucie wiecznego zagrożenia, nawet w potężnych Uniach Handlowych, gdzie żyje się prawie tak, jak w miastach na powierzchni. Nie ma herosów, ani bohaterstwa - to po prostu nie ta rzeczywistość.

Dodatkowo Dmitry traktuje podziemia metra jako przestrzeń, w której ścierają się przeróżne ideologie - często będące ku sobie w skrajnej antypatii, przez którą dochodzi wielokrotnie do starć zbrojnych, nakładania blokad i szerzeniu wyjątkowo wypaczonej indoktrynacji. Artem podczas swojej podróży spotyka się z nimi i stara się je analizować, dostrzec w nich jakiekolwiek wytłumaczenie na zaistniały stan rzeczy.  Tak naprawdę połowa treści jest przemyśleniami podróżującego chłopaka, reszta jest tłem fabularnym.

Czysto estetycznie jest to najlepsza książka w kategorii postapokaliptycznej, jaką udało mi się czytać. „Nic dziwnego” – pomyślałam najpierw, kiedy doszło do mnie, że pierwowzór był otwarcie do wglądu dla zwykłych ludzi w Internecie. Każdy, kto miał uwagi, poprawki i zastrzeżenia mógł bez najmniejszego problemu zgłaszać je Dmitrowi. Sama mapa metra umieszczona wewnątrz nie zawiera najmniejszych błędów, wyłączając te miejsca, które od wielu lat owiane są legendą, a w książce przyjmują pozycję domniemań i najzwyklejszych przypuszczeń.  Zdolność, z jaką autor opisuje świat przedstawiony jest na bardzo wysokim poziomie. Po przeczytaniu kilku linijek tekstu, automatycznie wizualizowałam sobie otoczenie – z najmniejszymi nawet szczegółami.

Podsumowując, „Metro 2033” może być książką dla każdego. Znajduje się w niej mnóstwo akcji, świetnej opisowości, głębokich treści i literackiej świeżości. Świat ukazany w „Metrze” zupełnie różni się od innych, postapokaliptycznych kreacji, które można było podziwiać dotychczas. Niestety jest w niej także bardzo dużo zwątpienia, które zasiewa ziarno bezsilności w człowieku. Świat  ukryty pod moskiewskim metrem jest pełen okrucieństwa i niewypowiedzianego strachu, chociaż nie aż tak, jak „Droga” Cormaca McCarthy’ego, gdzie nawet ruiny rozsypały się w drobny pył.  Dzieło Dmitra uważam za coś, co może pokierować młodymi pisarzami w przyszłości i pokazać nowy kierunek spoglądania na rzeczywistość. Może i nawet służyć za przestrogę. Czemu? Kto przeczytał, ten wie.

niedziela, 11 kwietnia 2010, madammewendy
Tagi: Metro 2033

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: