Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
Fenomen Guitar Hero

Kiedy Guitar Hero zostało wypuszczone na rynek od razu odniosło sukces i to nieprzeciętny. Najpierw z lekkim dystansem, ale potem nastąpił nieunikniony wybuch zainteresowania tytułem. Coś nowego, coś ciekawego dla fanów ostrzejszej muzyki, którą każdy mógł współtworzyć za pomocą coraz to nowszych i wymyślnych kontrolerów. Najpierw wciągnęło dzieci i młodzież. Potem całe rodziny, które razem w domowym zaciszu stają się Gwiazdami Rocka pokroju Slasha. Co spowodowało, że coś tak niepozornego pochłonęło ludzi całkowicie? Więcej w rozwinięciu.

 

Twarze skupione na linii melodycznej gitary, bezbłędne trafianie w klawisze i umęczony wzrok po kilku godzinach gry - po tym można rozpoznać maniaka Guitar Hero. Do tego dochodzi błyskawiczny niemal refleks, który to ponad wszystko ćwiczy się najbardziej - w dodatku samoistnie i równie szybko. Powiedziałabym nawet, że to dodatkowa siłownia, bo gra męczy strasznie, niezależnie od kontrolera, nad którym sprawuje się władzę - nawet mikrofon, który jest taki niepozorny potrafi solidnie wymęczyć gracza w roli wokalu. Grałam już dzisiaj, przed chwilą. Właśnie otworzyłam okno i wietrząc pokój, pozbywam się resztek napięcia po 'Raining Blood' zespołu Slayer.

Na Guitar Hero zawsze patrzyłam z dystansem. Wydawało mi się, że to typowa zabawka dla dzieci, które nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoim w czasem w mało sprzyjającą pogodę. Albo - spełnienie swoich amatorskich ambicji rockowych przez mężczyzn podczas kryzysu wieku średniego. Chwycenie za kontroler pierwszy raz zdarzyło mi się nie tak dawno temu, bo gdzieś w październiku. Pierwszy kalecznie zagrany kawałek na poziomie medium pamiętam do dziś i pamiętać będę zawsze - Pat Benatar "Hit me with your best shot". Potem spojrzawszy na listę dostępnych kawałków od razu wiedziałam, że to jest To.  I myślę, że właśnie te nazwy znanych mi kapel tak bardzo wciągnęły mnie w ten świat sunącej linii melodycznej i spadających kostek odpowiadających konkretnym klawiszom. Potem próbowałam i basu, wokalu czy perkusji - ta ostatnia wciągnęła mnie najbardziej.

Co możemy tam znaleźć? Każdy fan mocniejszych brzmień i gitarowych riffów odnajdzie coś dla siebie. Nieśmiało zacznę od kultowego Jane's Addiction, Korn, Slayer, The Killers czy Nine Inch Nails. Resztę pozycji można znaleźć na oficjalnych stronach dostępnych części GH czy Rock Band (ten drugi bardziej obfituje w NiN lub Marylina Mansona).

Czego może uczyć Guitar Hero?

Jak już pisałam wcześniej - refleksu. Różnicę widać bardzo szybko i to nie tylko podczas gry, a w życiu codziennym. Wyćwiczone palce już bezwiednie przesuwa się na poziomie Expert - bez konieczności spoglądania na gryf, na którym trzyma się dłoń. Uczy się także dokładności. Niby to tylko trafianie w klawisze, które niesamowicie 'wchodzi' na ambicję . Na początku chodzi tylko o umiejętność przejścia odpowiedniego kawałka bez odrzucenia przez publikę - potem dojdzie do tego chęć ukończenia go bezbłędnie - także na bardziej zaawansowanych poziomach, co wcale nie jest takie łatwe. Ćwiczy upór i cierpliwość. Wytrzymałość. Dodałabym też doszlifowanie albo wyciągnięcie na wierzch słuchu muzycznego i poczucia rytmu - wtedy gra się o wiele łatwiej.

Gra stworzyła swoje własne społeczności. Nie mówiąc już o setkach for internetowych i grupach dyskusyjnych. Gracze nagrywają swoje dokonania na youtube, gdzie można wziąć udział w jednej z setek dyskusji na temat techniki gry i muzyki. Fani rganizują turnieje - tak jak ten Trójmiejski w gdyńskich "Kandelabrach". Raz w tygodniu (wtorkowy wieczór) zbierają się tam pasjonaci gry z wieloletnim doświadczeniem, jak i zwykli przechodnie czy audiofile, którzy chcą spróbować swoich sił na torze. Można swobodnie potrenować bez żadnej presji i poczucia konkurencji. To zaczyna się dopiero na turnieju, gdzie z paru doświadczonych grup wychodzi tylko kilka osób walczących o tytuł mistrza. Te turnieje to ciekawe zjawisko społeczne. Przychodzą grupy znajomych i nieznajomych, które podczas gry potrafią zawiązywać znajomości. Tematem wstępnych rozmów jest oczywiście Guitar Hero, potem wszystko poza. Ludzie zamknięci, introwertycy mogą łatwiej się otworzyć - a to wszystko w otoczeniu naprawdę dobrej muzyki.

Od GH można się uzależnić - jak od wszystkiego i to jest pewne, ale wątpię, że byłoby to coś długofalowego. Każdego w końcu ogarnie niechęć albo znudzenie, kiedy swój ulubiony kawałek - jeden z wielu dostępnych - zagra się bezbłędnie po raz setny, ale zagrać warto. Chociaż spróbować okiełzać sprzęt, który już na pewno przez jakiś czas nie zniknie z rąk.

 

sobota, 15 stycznia 2011, madammewendy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: