Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
Zamknięci na muzykę

Muzyka jest pojęciem bardzo subiektywnym i indywidualnie odbieranym przez ludzi. Jednym daje solidną dawkę adrenaliny, innym koi nerwy, relaksuje. Znajdą się jeszcze tacy, którzy traktują ją jako swoisty stymulant do życia. Większość przyznaje się, że muzykę kocha, lubi. Wielbi. A jednak są tacy, którzy pomimo tego strasznie się na nią zamykają. Dlaczego?

Więcej w rozwinięciu.

 

Rodzajów muzyki jest bez liku. Na każdy nastrój można znaleźć coś idealnie wpasowującego się w oczekiwania - przynajmniej bardzo zbliżone do zamierzonych. Bo z tym jest jak z poszczególnymi potrawami. Jeśli mamy ochotę na pizzę - zamawiamy ją. Spaghetii, płatki - chwila roboty wystarczy, żeby nasycić swój apetyt i ukoić go na jakiś czas. Zamknięcie się na poszególny gatunek muzyki jest jak spożywanie ciągle tej samej potrawy. Zero urozmaiceń w końcu nieuchronnie doprowadzi do znudzenia, rutyny i koniec końców - zniechęcenia.

Myślicie, że porównanie nie jest trafne? Ależ możliwe, to tylko moje spojrzenie - osoby uzależnionej od poszczególnych dźwięków. Słucham wielu gatunków muzycznych. Znajdzie się jazz, electro, ebm, industrial, progressive rock, nu metal, death metal. Nawet pop, synthpop czy ambient. Chociaż nie wymieniam wszystkich, jest ich naprawdę sporo. Przyznam też otwarcie, że znajdą się gatunki, których nie tknę, a wielokrotnie próbowałam. Może jakieś niewielkie kwiatki, które gdzieś tam zawsze znajdą miejsce w swojej playliście. Nigdy nie w całości. Hip Hop napawa mnie obrzydzeniem, podobnie z tanią radiową komercją, która w większości przypadków nie przekonała mnie do siebie. To trochę przypomina wtykanie porannej owsianki dzieciom na siłę, które potem już uczą się, że to nie sprawia im przyjemności i nigdy nie zasmakuje.

Znam ludzi, którzy słuchają tylko jednego, dwóch gatunków. Resztę uznają za coś, co jest kompletnie niepotrzebne i niezrozumiałym bełkotem twórców. Pojawiają się też pretensje, że dana formacja, niegdyś uwielbiana - ewoluuje. I zostaje wtedy przez tych najbardziej wiernych fanów odrzucana. Osobiście nie rozumiem tego zarzutu kierowanego w stronę rozwoju. Przecież wiadomo, że zastój - jakikolwiek, a tym bardziej w muzyce niczym dobrym nie zaoowocuje. Dwa przykłady - Cradle of Filth - po jednej z płyt wydanej w konwencji z dodatkami elektroniki pojawiły się głosy wielkiego niezadowolenia. Bo nie może tak być. A jednak, źródła w końcu się kończą i sięga się po coś eksperymentalnego. Sam wizerunek wokalisty został zbesztany. Fioletowe dredy? Przecież to pada bliżej cyber, niż gothicu, a taki image sobie wykreowali i tak zresztą pielęgnowano go przez lata. Druga - Korn. Każda z ich płyt była tak naprawdę inna, ale po 'See you on the other side' część fanów kompletnie odwróciła się od zespołu. Psychodela, która zawsze była obecna wśród dźwięków formacji, teraz wyniesiona na pierwszy plan po prostu się nie spodobała. A mi bardzo, bo lubuję się w eksperymentowaniu z dźwiękami, nowościami i zabawy muzyką.

Muszę też przyznać, że chociaż lubię wiele kapel z jednego gatunku, na dłuższą metę, po paru latach nagrywania - zaczynają brzmieć tak samo. Staje się z tego jeden wielki mix, którego nie sposób odróżnić od siebie. Tylko wokal i poszczególne riffy gitarowe charakterystyczne dla kapeli pozwalają na rozwianie wątpliwości, które następują zawsze przy próbie rozwikłania nazwy zespołu. Przykre? Może i tak, ale na pewno poniekąd smutne. Jak z odzieżą, już nie tylko jedzeniem i posiłkami. Każde kupione spodnie nosimy tak długo, aż się nie przetrą albo po prostu znudzą. Noszenie jednego koloru, jedzenie jednej potrawy to ograniczenie. Tak samo jak z muzyką, więc po co się zamykać? Oczywiście nie mówię, że nie sprawia to nikomu przyjemności, bo tak nie jest. Tylko może jednak warto spróbować i odkryć coś nowego?

 


poniedziałek, 28 lutego 2011, madammewendy

Polecane wpisy

  • Grooveshark - niewyczerpane złoża muzyki

    Ostatnio wpadła mi w ręce świetna sprawa. Grooveshark to potęzny, ale niepozorny agregat muzyczny, na którym można znaleźć chyba wszystko. Posiada możliwość tw

  • Mr. Bungle okiem fana

    Wielokrotnie zdarza się fakt tworzenia teledysków i remixów przez fanów danego zespołu. Niestety, albo i stety - owoc pracy raczej nie zapada w pamięć i zapomin

  • Nowy singiel Deftones. Zobacz klip "Diamond Eyes"

    Nowy album "Diamond Eyes" grupy Deftones jest już dostępny w internetowej przedsprzedaży . Można także już kupić singiel promujący ten krążek, a także obejrzeć

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: