Blog o muzyce, filmach, literaturze, fotografii, cyberkulturze i ludziach.


Polecamy

Fenomen Guitar Hero


Mr. Bungle okiem fana


Osób online


Polecamy

"Dolores Claiborne" - Stephen King [recenzja]


Spójrz na nową "Alicję w Krainie Czarów"


thePROMONTORY nigdy nie było tylko projektem [wywiad]


"Dying In Time" - pokaz umiejętności magików elektroniki


Nowy album zespołu Soil - "Picture Perfect"


Recenzja książki "Antyrak - Nowy styl życia"


Pegasus - konsola mojego dzieciństwa


Suicide Girls - sesja "Fight Club"


Metro 2033 - przypowieść o postnuklearnej Moskwie


Pierwsza w historii wystawa steampunkowa


Psychodeliczna sesja Tima Burtona


"Apokalipsa Dmitryja Glukhovskiego" - artykuł na temat genezy książki "Metro 2033"


Subiektywny przegląd ścieżek dźwiękowych #1


Tamagotchi XXI wieku na PS3



Czytelnicy
bloglovin
bloglovin
polska baza stron




Partnerzy

- blog muzyczny Michała Nowakowskiego


Szukaj
Blog > Komentarze do wpisu
"The Fountain" - Co jeśli mógłbyś żyć wiecznie?

Trzy równolegle przedstawione światy oddalone od siebie o całe historyczne wieki. Trzy płaszczyzny doznawanego bólu - tego rodzaju, który wrasta w człowieka najbardziej. Trzech różnych mężczyzn, choć identycznych fizycznie, dzieli tylko czas. Co ich zatem łączy? Mają wspólny problem, z którym nie potrafią się pogodzić - śmierć ukochanej osoby, metaforycznie ukazanej pod kilkoma postaciami. I chociaż ta jest nieunikniona, wszyscy trzej panicznie walczą o to, aby uniknąć tej zatrważającej utraty. Czy to było błędem? Większość pomyśli, że tak, lecz po chwili zastanowienia każdy powie sobie cicho w duchu "a kto by nie walczył?".

Tom Creo (Hugh Jackman) jest konkwistadorem w XVI wiecznej Hiszpanii. Ślepo ufa swojej Królowej, którą kocha ponad życie i za wszelką cenę próbuje ją chronić. Dlatego też, wyrusza w poszukiwanie mistycznego Drzewa Życia, będącego jedynym ratunkiem dla upadającego Królestwa i ukochanej kobiety oczekującej na egzekucję. Tom Creo jest także współczesnym lekarzem paranoicznie starającym się odszukać lekarstwa dla umierającej na raka żony. Poświęca ku temu tak wiele, że traci kontakt z rzeczywistością. Nie dostrzega też tego, że jego wybranka gaśnie i usycha przegrywając z chorobą. Jest i także astronauta, który wyrusza w podróż, aby odpowiedzieć sobie na pytania targające duchowość ludzkiego ogółu - Co jeśli mógłbym żyć wiecznie i kochać wiecznie jedną kobietą? Tę jedyną, której utraty nie potrafiłbym sobie wyobrazić?

Kiedy ogląda się film, widz jest wielokrotnie zaskoczony wielowątkowością, do której nie jest przyzwyczajony. Nie tylko pod względem konstrukcyjnym, ale i głębi, która jest tak przerażająco nawarstwiona, że wystarczy naprawdę chwila nieuwagi, aby wszystko to, co sobie obmyśleliśmy runęło w gruzach.  To, co widzimy na ekranie porusza nie tylko widza, ale  i całą wizję świata, a nawet pojęcia miłości. Przeskakiwanie między światami przedstawionymi jest tak wkomponowane w całość, że staje się tylko podkreśleniem smutku otaczającego trójkę bohaterów dzieła. Widz odnosi słuszne wrażenie, że chociaż film nie należy do nowości w sztuce kinematograficznej (2006), jest okrutnie ponadczasowy. Porusza kwestie ludzkiej duchowości i poświęcenia, które stają się dla wielu jednostek pojęciem egocentrycznym. Poświęcamy zbyt wiele, nie patrząc na drugą osobę. Nie obchodzi nas to czy ktoś tego wymaga, pragnie. Nawet jeśli nie, uporczywie napieramy, bo tak - dla ludzi kochających, pragnących szczęścia jest po prostu lepiej.

Daren Aronovsky pięknie ukazał dzieło zniszczenia ludzkiej psychiki wywarte przez obraz strachu przed samotnością i doświadczeniem bezgranicznej miłości. Paradoksalnie też, pokazuje granice, które wielu ludzi przekracza walcząc o własną wizję przyszłości, której po prostu może nie być. Innej się nie widzi, bo nie jest się w stanie dostrzec innego scenariusza poza tym planowanym we własnych głowach. Dla trójki bohaterów te bariery nie istnieją. Poświęcają tak wiele, że nie zważają na własne obrażenia. Robią wszystko, aby utrzymać się planu i tylko to (jak im się wydaje) pozwoli osiągnąć wymarzony spokój. Czyniąc to, nie widzą prostej i banalnej rzeczy - czasem, trzeba kogoś/coś puścić, aby to osiągnąć. W dużej mierze ukazuje się pogodzenie ze śmiercią, jak i walkę z nieuchronnie płynącym czasem. Im bardziej zapieramy się gruntu przed upadkiem, ten tym bardziej kruszeje i staje się niestabilny, w efekcie czego - nie mamy oparcia, a to, co pozornie doświadczamy tylko takim się wydaje.

Dzięki nieprzeciętnej dawce muzyki Clinta Mansella wszystko, co widzimy staje się bardziej wyraziste i przyswajalne dla widza. Walka staczana bez bohaterów zyskuje na desperacji i dramatyźmie, które są tylko przytłaczającą zapowiedzią nieuchronnej porażki. Bo tak robią ludzie - walczymy z kwestiami, na które nie mamy wpływu. Nie przygotowujemy się sami na ciężkie chwile, a tylko skupiamy się na unikaniu problemu i odciąganiu go w czasie, którego przecież nie ma. Klimat zwątpienia i pesymizmu kontrastuje z wielobarwnym światem pełnym nadziei i optymistycznych wizji, co jeszcze bardziej wzmaga odczucie klęski, której bohaterowie w swojej ślepocie po prostu nie dopuszczają do myśli. W końcu, pogodzenie się ze stratą staje się niemalże niemożliwe, ale wykonalne. Swoiste zmagania z własnymi wymaganiami przytłaczają jakikolwiek racjonalizm.

Więc kochani, co zrobilibyście, gdybyście mogli żyć wiecznie i kochać jedną kobietę - wiecznie?

środa, 02 marca 2011, madammewendy

Polecane wpisy

  • Combichrist w Gdyni się nie poddało! Laik i psychofan

    Pot, smar i muzyka tętniąca w uszach. Serce bijące w rytm drżących nad ziemią głośników, wykrzykiwane wspólnie teksty przez przedstawicieli wszystkich znanych s

  • Biblioteczna studnia

    Dzisiaj w ręce wpadło mi kolejne znalezisko, którym jest wirtualna biblioteka . Aby mieć pełne uprawnienia do jej wykorzystania, należy założyć konto i potwierd

  • Call of Duty na wesoło

    Rozsławione "Call of Duty" doczekało się godnego następcy dla wygłodniałych fanów tytułu - w mniej poważnej formie niż oryginał. "Duty Calls" jest bowiem śmiałą

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/05 23:13:34
Uwielbiam ten film.Jest jednych z tych ,o których nie lubię się wypowiadać,a do którego często wracam...
-
2011/03/06 10:02:10
Bardzo długo myślałam, jak go opisać i do tej pory nie bardzo wiem czy wszystko zawarłam w tym wywodzie :) To jeden z tych filmów, o których nie da się zapomnieć :)
-
Gość: Lulu, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/27 15:21:38
Jestem zakochany w tym filmie, od paru miesiecy ogladam wybrane sceny codzinnie, muzyka jest rewelacyjna, gra aktorow to cudo. Zaluje jedynie ze ksiazka nie zostala (jeszcze?) przetlumaczona..